Zadzwoń do nas: 601 342 645

Media

 

Linki TV

Koszt zajęć w szkole rodzenia nie jest już barierą

"Dzień dobry TVN" "Pytanie na śniadanie" i nie tylko

 

 1. Wyprawka dla noworodka TVN

 2. Czy wypada karmić dziecko piersia w miejscu publicznym? TVN

 3. Dlaczego warto karmic piersią? TVN

 4. Odchudzanie w ciąży TVN

 5. Szykujemy wyprawkę dla dziecka TVN

 6. Jak przekonać bobasa do butelki ? TVP

 7. Karmienie tu i tam TVP

 8. Jak mężczyźni przeżywaja poród TVP 

 

Inne

 Jak dbać o buzię dziecka ?

 Ubieranie na dwór

 

 

Artykuły

Artykuł z miesięcznika

"Twoje dziecko" 03 2001'

 

Przyjaciółka rodzącej

Narodziny dziecka to jedno z najbardziej intymnych wydarzeń w życiu kobiety. Dlatego nie powinnaś go dzielić z zupełnie obcą osobą. Czy pomyślałaś o tym, by jeszcze w czasie ciąży poznać swoją położną? To ważne. Dlaczego? Zapytaliśmy o to Małgorzatę Gieradę-Radoń, położną wyróżnioną w ostatniej edycji ogólnopolskiej akcji "Rodzić po ludzku", a także jej pacjentki - Hanię Gawrylczuk i Taissę Sylwestrowicz.

Wiele kobiet już na początku ciąży chce mieć kontakt z położną. Czują się wtedy bezpieczniej. Z tego samego powodu niektóre kobiety szukają "swojej" położnej przez kilka miesięcy, często w wyborze sugeruja się radami koleżanek. Wiele z moich pacjentek dostaje mój numer telefonu pocztą pantoflową - opowiada Małgorzata Gierada-Radoń. Są też takie, które zdają się na los i przypadek decyduje o tym, że trafiają właśnie do mnie". Mamy wtedy mniej czasu, by się poznać, a to ważne. Kobieta, która zna położną, jest spokojniejsza. Łatwiej nam się wówczas współpracuje w trakcie porodu. Dlatego właśnie staram się poświęcić pacjentkom tyle czasu, ile potrzebują. Z niektórymi spotykam się kilka razy, zanim jeszcze przyjdą do szpitala. Są też takie, które dzwonią do mnie co jakiś czas, by upewnić się, że nadal pracuję, że nic się nie zmieniło, że na pewno będę z nimi rodzić. Poza tym czują się bezpieczniej, są pewne, że mogą się zwrócić do mnie z prośbą o pomoc bez względu na porę dnia i nocy. Chcę, by wiedziały, że mogą mnie pytać o wszystko.

 

Czego możesz oczekiwać

Oprócz fachowości, rodzącej kobiecie trzeba okazać dużo serca, ciepła, otoczyć ją serdeczną opieką. Jeśli to możliwe, staram się spotkać z każdą z nich, byśmy się poznały jeszcze przed porodem. Czasami jednak nie ma na to czasu. Pierwsze lody przełamuję więc już na sali, proponując rodzącej, by mówiła do mnie po imieniu. Nawiązujemy wtedy bardziej osobisty kontakt. Staram się również odgadnąć, czego ode mnie oczekuje - czy chce, bym ją informowała o wszystkim, co będzie się działo, czy woli, bym zostawiła jej i partnerowi więcej swobody, pozwoliła im na większą intymność. bywa, że kobiety denerwuje zbyt natrętna pomoc. Inne zas chcą, bym była przy nich cały czas i protestują, gdy choć na chwilę wychodzę. Jedne oczekują więcej ciepła, głaskania po głowie, przytulania, inne denerwowałoby takie zachowanie położnej. Różne kobiety mają bowiem różne oczekiwania. Nie można do nich podchodzić szablonowo. Dlatego warto poszukać, położnej, której zaufamy, którą polubimy i nawiążemy z nią nić porozumienia.

Rodzimy razem

W naszym szpitalu na sali porodowej kobiecie towarzyszy tylko jedna położna. Staramy się w pełni zapewnić jej intymność, dlatego po pokoju, w którym leży, nie kręcą się niepotrzebni ludzie. Położna, która opiekuje się pacjentką, jest za nią odpowidzialna. Dzięki temu rodząca jest spokojniejsza - wie, że gdy wychodzę z sali, to zostawiam ja tylko na chwilę, wie dokładnie kogo szukać, gdy zajdzie taka potrzeba.

Przede wszystkim cierpliwość

Opanowanie i cierpliwość to ważne cechy położnej. Czasami trzeba nieustannie informować pacjentkę o tym, co się dzieje, bo pyta o wszystko, dosłownie setki razy zadaje te same pytania. Są takie, którym wystarczą podstawowe wiadomości, i takie, które drążą temat. Częściej oczywiście dopytują o wszystko tatusiowie. Moim zadaniem jest roztoczenie opieki także nad nimi. Kobieta może oczekiwać od położnej, że będzie cierpliwa, wyrozumiała. Jeżeli czujesz, że cierpliwość i opanowanie, to cechy położnej, którą wybrałaś, bądź spokojna, jesteś w dobrych rekach.

 

Hanna Gawrylczyk, mama sześcioletniego Roberta i dwutygodniowej Marysi

Moje oba porody różniły się od siebie, między innymi długością - pierwsze dziecko rodziłam 17 godzin, a drugie tylko 4 godziny. To jednak nie wszystko. Za pierwszym razem czułam, że jestem traktowana przedmiotowo. Kiedy rodziłam córkę, byłam świadoma tego, co dzieje się ze mną i moim dzieckiem. Teraz miałam swoją położną, która prowadziła mnie przez poród, więc po prostu byłam bezpieczna. Wiedziałm, że jestem w dobrych rękach, miałam zaufanie do Małgosi, więc skupiałam się tylko na rodzeniu - świat zewnętrzny przestał dla mnie istnieć. Mogłam zdać się na położną, która o wszystkim pomyślała. Kiedy kobieta nie czuje lęku, wtedy nie jest bierna, nie czeka, aż ktoś jej powie, co ma robić. Potrzebna jest jej jednak do tego obecność osoby, która ją rozumie, jest cierpliwa, serdeczna i ciepła, wyrozumiała i wychodzi naprzeciw potrzebom. Wiedziałam na przykład, że to ja zdecyduję o tym, w jakiej pozycji jest mi najwygodniej. Gosia nie ograniczała mnie, ale upewniała, że to co robię, jest bezpieczne dla dziecka.

Pierwszy raz rodziłam na ogólnej sali, przez którą przewijały się różne osoby. Wszyscy byli kompetentni, ale ja czułam się zagubiona. Cierpiałam i byłam z tym sama. Dlatego, gdy miało urodzić się nasze drugie dziecko, zapytałam swojego lekarza, czy mógłby mi polecić jakąś położną. Dostałam telefon do Małgosi, mniej więcej miesiąc przed porodem zadzwoniłam i od pierwszej chwili miałam wrażenie, że znam ją od dawna. Spotkałyśmy się kilka razy. W czasie porodu rozmawiałyśmy jak koleżanki, Gosia nie kontrolowała mnie, tylko rodziła ze mną, była zaangażowana. Jednocześnie nawet na chwilę nie zwątpiłam w jej fachowość, więc pewnie dlatego poród przebiegał rewelacyjnie. Zanim sama poszłam do szpitala, sporo przeczytałam o porodzie i wydawało mi się, że dużo wiem na temat. Gdy przychodzi czas egzaminu, kobieta traci orientację i tak naprawdę nie wie, co ma ze sobą robić. Tak było i ze mną. Położna panowała nad wszystkim - jeśli nie oddychałam prawidłowo, przypominałam o tym, uprzedzała o zbliżającym się skurczu itd. W przerwach miło nam się rozmawiało. Poród wspominam przyjemnie, choć się go bałam, bo pamietam, co czułam, rodząc Roberta. 

Warto więc włożyć trochę wysiłku w znalezienie właściwej położnej. Ważne jest pierwsze wrażenie, pytajcie, ile odebrała porodów, zadawajcie "techniczne" pytania", by wyrobić sobie opinię o jej fachowości.

 

Taissa Sylwestrowicz, mama sześcioletniego Maćka i rocznej Zosi

Swój pierwszy poród wspominam jak koszmar. Na salę porodową trafiłam bez żadnego przygotowania. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo gdy byłam w ciąży z Maćkiem, nawet nie wiedziałam, że coś takiego isnieje. Nie miałam więc pojęcia, co mnie czeka i czego mogę oczekiwać. Spotkałam niesympatycznych ludzi, miałam wrażenie, że po prostu marzą o skończeniu dyżuru. Przez salę, na której leżałam, przewinęło się mnóstwo osób. Wydawało mi się, że zwracali na mnie uwagę tylko wtedy, gdy zaczynałam głośno krzyczeć. Do tego te konsylia urzadzane nad moja głową..... Rodziłam długo, pojawiły się komplikacje, bo zanikło tętno dziecka. Lekarze zdecydowali się na poród kleszczowy, dyskutowali, czym to grozi, a ja to wszystko słyszałam i byłam przerażona.

Drugi poród wspominam zupełnie inaczej. Do szpitala trafiłam przed terminem, bo lekarz stwierdził, że dziecko jest zbyt małe w stosunku do wieku ciąży. Związane to było z niewydolnością łożyska. Wtedy codziennie przychodziła do mnie położna, którą znałam już wcześniej Chodzilismy do niej z meżem na indywidualne zajęcia szkoły rodzenia. Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo. W przyszpitalnej przychodni dostałam listę położnych, do niej zadzwoniłam najpierw, umówiłam się i przypadłyśmy sobie do gustu.

W szpitalu bardziej niż czegokolwiek potrzebowałam bratniej duszy. Gosia podtrzymywała mnie na duchu. Przychodziła więc, żeby mnie co jakiś czas zbadać, rozmawiała ze mna i z mężem, mówiła o wszystkim, co będzie robiła, pytała, czy mi się to podoba, czy może wolałabym zmienić pozycje itd. Byłam zresztą dość uciążliwą pacjentką, cieszę się więc, że trafiłam na tak cierpliwą osobę. Krzyczałam na wszystkich, szczególnie na męża, w pewnym momencie nawet go pobiłam i oblałam wodą, którą mi przyniósł do picia. Po prostu cierpiałam i nie wiedziałam, czego chcę. Gosia dała mi wtedy stołeczek, kazała wejść pod prysznic i polewać się ciepłą wodą. To przyniosło mi ulgę. Gdy Zosia przyszła na świat, okazało się, że urodziłam niekompletne łożysko, więc mała trafiła na gołą klatkę piersiową męża, a lekarz przeprowadził łyżeczkowanie. Pamietam, że położna starała się odwrócić moją uwagę od zabiegu. Potem pomogła mi się umyć i w środku nocy przynisła mi obiad - byłam strasznie głodna, bo do rana nic nie jadłam. Gosia okozała mi tyle serca, że czułam się dzieki niej najważniejszą osobą na świecie.

 

Zanotowała Bożena Mucha

 

Artykuł z miesięcznika

"Twoje dziecko" 04 2004'

 

Trzy dni z życia kobiety

 

Pobyt w oddziale położniczym to nowe doświadczenie. Wymaga dostosowania się do szpitalnych reguł. Oto rady położnej, jak najlepiej przetrwać ten czas.

 

 

Tuż po narodzinach maleństwa rodzice czują naturalną potrzebę, by wspólnie przeżywać tę radosną chwilę. Nie mają na to wiele czasu, bo po 2-4 godzinach mama z maleństwem jest przewożona do oddziału położniczego, gdzie obowiązują określone pory odwiedzin. Tata może czasem zostać dłużej, ale zazwyczaj rozstanie jest konieczne. Niektóre szpitale dysponują rodzinnymi salami poporodowymi, jednak pobyt w nich jest odpłatny. Ale nawet w krótkim czasie możecie okazać sobie czułość i poczuć, jak bardzo maleństwo Was połaczyło.

Zaplanuj odwiedziny

Pierwsze dni po porodzie powinny należeć głównie do rodziców. Nie każda kobieta marzy o wizytach znajomych - to zależy od jej samopoczucia i tego, jak bardzo jest zmęczona. Zwykle odwiedziny powinny być krótkie. Witanie nowego członka rodziny bywa kłopotliwe np. dla rodziców, którzy nie zatroszczyli się o opiekę nad starszymi pociechami lub zapomnieli o zakazie przyprowadzania do szpitala dzieci do 12 roku życia. Przepis ten - choć przykry - jest uzasadniony, bo noworodki mogłyby zarazić się od nich chorobami wieku dziecięcego.

Szanuj spokój innych

W kilkuosobowych salach nie ma warunków na częste wizyty i przyjmowanie wielu gości. Brakuje wówczas intymności, robi się głośno i duszno, a to nie służy ani mamom, ani dzieciom. Obowiązujące w wielu placówkach ograniczenie liczby gości do dwóch jest więc konieczne. Warto też pamietać, że inne kobiety w obecności obcych osób krępują się wstać z łóżka, np. ze względu na pobrudzoną koszulę. Mogą też potrzebować pomocy w pielegnacji maleństwa czy karmieniu piersią. Najlepiej umówić się z innymi mamami na jakiś znak porozumiewawczy, który oznacza, że trzeba wyjść z gośćmi na korytarz, gdzie zwykle dla odwiedzejących są kąciki ze stolikami i krzesłami.

Mów o trudnościach

W ciągu tych kilku dni poczujesz skutki ogromnego wysiłku, braku snu i gwałtownych zmian hormonalnych. Możesz przeżywać skrajnie odmienne uczucia: od euforii do płaczu. Taka huśtawka nastrojów to normalny stan, w którym będziesz potrzebowała nie tylko dużo czułosci i serdeczności, ale także wsparcia. Nie tłum w sobie złości i staraj się spokojnie zwracać uwagę innym, jeśli coś Ci przeszkadza. Śmiało proś o pomoc. Pamietaj jednak, że nie jesteś jedyna osobą w oddziale. Jeśli przed pójściem do szpitala nastawisz się pozytywnie, będzie Ci łatwiej porozumiewać się z innymi.

Bądź odpowiedzialna

Teraz będziesz decydować już nie tylko o sobie, ale również o wszystkich sprawach dotyczących maleństwa. Zapytaj się, w jakim stanie się urodziło, jakie miało robione badania, szczepienia i kiedy należy je powtórzyć. W tej roli bardzo dobrze sprawdzają się też ojcowie, którzy uczestnicząc w waszej wspólnej rozmowie z pediatrą, zapamietaja istotne informacje. Przed Tobą zadanie trudniejsze: nauka rozumienia i zaspokajania potrzeb maleństwa. poczatkowo możesz popełnić oczywiste błędy, np. przewijając dziecko bez wcześniejszego umycia rąk po zmianie podpaski, co może narazić je na infekcje. Nie martw się, z czasem osiągniesz wprawę.

Nie przesadź z dietą

Początkowo możesz być tak zajęta opieką nad maleństwem, że będziesz momentami zapominać o piciu i jedzeniu. Powiedz mężowi, by przygotował Ci kanapki lub dzwonił w porze posiłku i mobilizował do zjedzenia go. Nie stosuj jednak specjalnej diety. Unikaj tylko ciężkostrawnych, mocno przyprawionych potraw, owoców cytrusowych i pestkowych. Podjadaj suszone śliwki, które regulują wypróżnienia i pij dużo niegazowanej wody (2-3 litry dziennie)- butelki postaw obok łóżka.

Pytaj o wszystko

Szpital jest najlepszym miejscem na uzupełnienie wiadomości o opiece nad noworodkiem i oswajanie się z praktyką pod fachowym okiem. Przewijanie i kąpiel maluszka możesz ćwiczyć wspólnie z mężem - umów się wcześniej na to z położną. Nawet jeśli uczyłaś się w szkole rodzenia pielęgnacji noworodka oraz techniki przystawiania dziecka do piersi, korzystałaś z porad w książkach, czasopismach lub w Internecie, poproś położną, by sprawdziła, jak sobie radzisz. Staraj się naprawdę wszystko zrozumieć, zaufaj swojej matczynej intuicji i obserwacjom, bądź dociekliwa. Jeśli w szpitalu nie ma doradcy laktacyjnego, skorzystaj z porady telefonicznej

 

Konsultowała Małgorzata Gierada-Radoń